O

p

ow

i

a

d

a

n

ia

Dorota Kosek

Bitwa pod Białą

Laura Jurek

Pewnego razu, w Bielsku-Białej

Tymek Feret

Legendarni Rycerze

Amelia Jagosz

O bielskim diabełku

Aneta Ziółkowska

O rzece, która łączy zakochanych

Mikołaj Kusak

O sukni Pani Walewskiej

Magdalena Dołba

Pewnego razu w Bielsku-Białej, czyli moje piruety

Hania Musioł

Pewnego razu w Bielsku-Białej moi pradziadkowie……

Milena Sztuczka

O smoku i Orlicy Białej

Sonia Gallino

Przyjaźń do końca świata

Weronika Maga

Zamek Sułkowskich i tajemniczy medalion

Magdalena Dołba

PEWNEGO RAZU W BIELSKU-BIAŁEJ, CZYLI MOJE PIRUETY

Pewnego razu w Bielsku-Białej, chodziłam na półkolonie taneczne do Kubiszówki. Tego dnia ćwiczyliśmy piruety i obroty. Kiedy zrobiłam pierwszy obrót, tak się zakręciłam, że ten obrót przeniósł mnie do przeszłości, a dokładnie do 1931 roku. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Trochę kręciło mi się w głowie, ale po chwili, spoglądając na drogowskaz, wyczytałam, że znajduję się na Placu Garncarskim. Nie zdziwiło mnie więc, że były tu sperzedawane wyroby garncarkie. Pomyślałam sobie, że przecież znam to miejsce! W roku 2020 znajduje się tu Plac Bolesława Chrobrego.

Szukając innych znajomych miejsc, zorientowałam się, że mam przy sobie bilet do Teatru Lalek „Banialuka”, więc poszłam w jego stronę. Kiedy już wydawało mi się, że jestem na miejscu, nie zobaczyłam „Banialuki” tylko coś, co przypominało kościół. Podeszłam bliżej i od razu poznałam, że jestem przed synagogą, czyli żydowskim kościołem. Akurat nabożeństwo się skończyło i ludzie zaczęli opuszczać świątynię. Było ich tak dużo i wszyscy mnie popychali, że znowu bardzo się zakręciłam i przeniosłam w czasie. Trafiłam do 1695 roku.

Rozejrzałam się i zauważyłam, że jestem na rynku. Wiedząc, że ciocia w pobliżu prowadzi lodziarnię, poszłam w tamtą stronę. Jednak nie można tu było kupić lodów. Zamiast tego, zobaczyłam aptekę. Chciałam stąd uciec i, myśląc, że obrót znowu mnie przeniesie, zakręciłam się i wylądowałam w roku 1897 przed Hotelem Cesarskim. Weszłam do środka i zobaczyłam, że mieści się tu szpital. Nie lubię szpitali, więc obróciłam się i tym razem znalazłam się w budynku Ratuszu w 1902 roku. Zastałam tu muzeum miejskie, obejmujące trzy pokoje.

Przez dłuższy czas zwiedzałam najbliższą okolicę, ale zaczynało mi się już nudzić, więc wsiadłam do najbliższego tramwaju i pojechałam do … Cygańskiego Lasu. Niestety, restauracja „Czerwony Kapturek” okazała się zamknięta. Była już pora obiadowa, a wiedząc, że dziadek w Lewiatanie kupuje wszystko – wróciłam do miasta. Będąc w miejscu, gdzie powinien być sklep, ujrzałam kino „Złote Łany”. Byłam zdziwiona i zastanawiałam się, gdzie mam pójść na zakupy. Poszłam więc, w górę w kierunku osiedla Złote Łany, ale tam też zastałam inne widoki niż w XXI wieku.

Zamiast nowoczesnych osiedli zobaczyłam pełno pól porośniętych zbożami i również mi się tam podobało. Korzystając z tej okazji, potańczyłam sobie na polanie i po długim spacerze odnalazłam sklep. Zjadłam, napiłam się i odpoczęłam, a potem zrobiłam obrót i przeteleportowałam się do 2002 roku pod Bielskie Centrum Kultury. Nie poznałabym go, gdyby nie napis. Weszłam do środka zobaczyć, co tam się zmieniło w ciągu 18 lat. Budynek był brzydszy z zewnątrz od obecnego, a w środku było dużo skromniej. Scena była inna, inny fortepian, a nie firmy Steinway, jak obecnie, oświetlenie i nagłośnienie sali koncertowej było gorsze i wszystko wydawało się staromodne. Wyszłam na zewnątrz i obróciłam się tak, aby nikt nie widział.

Ku mojemu zdziwieniu wylądowałam w Zamku Sułkowskich w roku 1983. Wszyscy mówili, że gdzieś straszy, więc poszłam tam. Ja – osoba z przyszłości wiedziałam, że nic tu nie straszy i że ten pokój, w którym podobno straszy, zostanie zburzony w ciągu kolejnych 30 lat. Pocieszałam wszystkich i pytałam, czy ktoś nie chce iść ze mną. Zgłosiła się dziewczyna w moim wieku o imieniu Ola. Poszłyśmy razem, a ja opowiedziałam jej, skąd wiem, że to miejsce zostanie zburzone. Ona jednak nie uwierzyła mi, mówiąc, że to bajka. Obejrzałam cały zamek razem z moją towarzyszką i wyglądało to tak, jakby w zamku nic się nie zmieniło. Po skończonej wyprawie Ola poszła do domu, a ja udałam się nad rzekę Białą.

Poszłam w stronę kościoła Opatrzności Bożej ulicą Stojałowskiego, lecz okazało się, że nie ma tam ulicy, a zamiast niej płynie rzeka Niwka. Odtąd już wiem, że gdy przejeżdżam tą drogą, to przejeżdżam nad rzeką. Poszłam więc dookoła, aż w końcu doszłam do kościoła. Po skończonej mszy, zakręciłam się i dotarłam do końca mojej podróży, czyli na Szyndzielnię.

Tam także zmiany były widoczne, bo wagoniki kolejki linowej były mniej komfortowe. Jednak na górze schronisko było podobne. Na parapecie schroniska znalazłam książkę i zaczęłam czytać. Jednak, gdy tylko przeczytałam: „Dawno, dawno temu…” – znalazłam się z powrotem w Kubiszówce!

Nigdy nie zapomnę tej historii. Ta podróż w czasie wiele mnie nauczyła. Odtąd potrafię wyobrazić sobie Bielsko-Białą i cały świat dawniej. Od tego czasu także doceniam moje życie, szanuję swoje wszystkie rzeczy, bo wiem, jak żyły dzieci w przeszłości. Cieszę się, że przeżyłam taką przygodę, jednak ona zawsze pozostanie moją tajemnicą.

Kubiszówka jest cudownym miejscem, w którym taniec przenosi mnie do innego wymiaru, do świata magii i tajemnicy. Bielsko-Biała to magiczne miejsce.