O

p

ow

i

a

d

a

n

ia

Dorota Kosek

Bitwa pod Białą

Laura Jurek

Pewnego razu, w Bielsku-Białej

Tymek Feret

Legendarni Rycerze

Amelia Jagosz

O bielskim diabełku

Aneta Ziółkowska

O rzece, która łączy zakochanych

Mikołaj Kusak

O sukni Pani Walewskiej

Magdalena Dołba

Pewnego razu w Bielsku-Białej, czyli moje piruety

Hania Musioł

Pewnego razu w Bielsku-Białej moi pradziadkowie……

Milena Sztuczka

O smoku i Orlicy Białej

Sonia Gallino

Przyjaźń do końca świata

Weronika Maga

Zamek Sułkowskich i tajemniczy medalion

Dorota Kosek

BITWA POD BIAŁĄ

Ania uwielbiała jeździć do babci mieszkającej w Straconce i buszować po strychu jej domu. Było tam tyle interesujących rzeczy jeszcze z czasów praprababci. Penego razu, gdy tam nocowała, znalazła na strychu starą bielską gazetę – „Notes Julki” z początku XX wieku. Zainteresował ją pewien artykuł, jednak tusz już trochę wyblakł, więc dziewczynka musiała zgadywać niektóre słowa. Tekst wyglądał mniej więcej tak:

Drodzy czytelnicy!
Na pewno każdy z was czekał na huczne obchody dziesięciolecia istnienia „Sokoła”. Niestety wystąpiły pewne trudności. Jak wszyscy się spodziewali, niemieccy nacjonaliści nie byli zadowoleni z planów naszych działaczy dotyczących przemarszu przez miasto. Kiedy przybyły pociągi z polskimi delegacjami, policja i niemiecka młodzież nie pozwoliły na rozpoczęcie obchodów. Polacy poradzili sobie z tym problemem, kierując pociagi na galicyjskie dworce i zmieniając trasę przemarszu. Drogę sokolnikom zagrodziła jednak niemiecka demonstracja. W końcu pozwolono przejść na rynek tylko czwórce delegatów: Janowi Zamorskiemu, profesorowi Olechowi oraz redaktorom Matłoszowi i Budkiewiczowi. Lecz wkrótce sytuacja wymknęła się spod kontroli i zgromadzeni Niemcy rzucili się na nich. W odwecie polski tłum również zaatakował. Rzucano ziemniakami i innymi warzywami, kamieniami oraz tym, co wpadło ludziom do rąk. Nikt nie zginął, ale było wielu rannych, bo aż około stu. Niestety do akcji wkroczyła policja i zarządzono odwrót.

Kiedy wieczorem zmęczona Ania zasnęła, miała dziwny sen. Stała na ulicy koło zamku Sułkowskich w cieniu arkad, ale wszystko wyglądało jakoś inaczej, jakby z poprzedniej epoki. Nagle ktoś wrzasnął w obcym języku:

– Warum stehen Sie hier?!

Przestraszona Ania wzdrygnęła się i zobaczyła, że to chyba policjant, ale w mundurze jak z muzeum. Nie wiedziała co zrobić i co odpowiedzieć, na szczęście wzięła ją pod rękę jakaś dziewczynka i coś odpowiedziała policjantowi po niemiecku, a on tylko kiwnął głową i odszedł.

Mam na imię Jula rzekła. Jej głos wydał się Ani znajomy. – A ty chyba nie mówisz po niemiecku?

– Ja jestem Ania – odpowiedziała dziewczynka nadal trochę przestraszona. – Dzięki za pomoc, trochę mówię, ale nie zrozumiałam. Czego on ode mnie chciał i co mu powiedziałaś, że sobie poszedł? I jaki mamy rok, bo jakoś dziwnie wyglądał?

– A ty co, w głowę się trzasnęłaś, czy z Galicji jesteś? Mamy 1914 rok, a dziś bielski „Sokół” obchodzi dziesięciolecie istnienia, dlatego atmosfera jest trochę nerwowa. Powiedziałam temu policjantowi, że idziemy po gazetę dla Gustawa Jozephy, to sławny przedsiębiorca i niemiecki nacjonalista. Dlatego dał nam spokój, bo pomyślał, że jesteśmy Niemkami. Lepiej nie rozmawiajmy tutaj po polsku, choć ze mną.

– Co to jest Sokół? – dopytywała Ania szeptem.
– To klub gimnastyczny mocno związany z Polską.
– Niemcy zgodzili się na te obchody?
– Nie, ale choć nie uzyskano zgody i tak są zaplanowane. Chodźmy, jeśli chcemy zobaczyć uroczystości.
Dziewczynki wkrótce dotarły na dworzec i zobaczyły, że Polacy nie mogą rozpocząć obchodów, bo niemiecki tłum na to nie pozwala i ma wsparcie policji. Okazało się, że był przygotowany plan B. Sokolnicy wysiedli na dworcach w Galicji i zmienili trasę przemarszu.
Dziewczynki niedługo dotarły na kładkę, gdzie mieli przechodzić działacze. Niemcy pozwolili przejść tylko kilku osobom. Ania przypomniała sobie artykuł z gazety. To musieli być: Jan Zamorski, pan profesor oraz dwaj redaktorzy. Niemiecki tłum rzucił się na 4 delegatów.
W odwecie Polacy również zaatakowali. Rzucali wszystkim co mieli: kamieniami, ziemniakami, pomidorami. Rozpoczęła się słynna bitwa na pomidory. Kiedy także w stronę Ani poleciały warzywa, dziewczynka zamknęła oczy, a gdy je otworzyła, siedziała w fotelu, w którym zasnęła. Następnego dnia opowiedziała babci o swoim śnie i pokazała gazetę.
– Ta gazeta to pamiątka po mojej cioci, siostrze ojca, która nazywała się Jula. Zawsze ubolewała, że kobiety w tamtych czasach się nie liczyły. To właśnie ciocia Jula napisała ten artykuł. Gazeta należała do jej ojca. Dla naszej rodziny zawsze ważna była polskość. Popatrz, to jest jej fotografia, gdy Jula była w twoim wieku. Babcia podała Ani stary album.
Ania uśmiechnęła się, bo poznała od razu na zdjęciu Julkę ze swojego snu.
Babcia opowiedziała Ani, że bitwa nad Białą, wywołała jeszcze wiele manifestacji na całym Śląsku, a wieść o tym, co się stało w Bielsku, rozniosła się po całej Galicji i spowodowała zamieszki. Polacy wzięli odwet na zaborcach w Żywcu, Buczkowicach, Kętach i Krakowie. Nadchodził czas, gdy Polska miała się odrodzić. Nigdy nie zapominajmy o tym, co było kiedyś i doceniajmy to co mamy dzisiaj.